Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szej pożądanym nabytkiem, choćby z tego jednego tylko względu, że przez swoją dezercyę szeregi szkodliwe zmniejsza.
Tymczasem jest inaczej. W kwestyi żydowskiej opinia publiczna kręci się w zaczarowanem kole i wyjść z niego nie może. Żyda zacofanego, w brudnym chałacie, wyzyskującego chłopów i trującego ich wódką — nazywamy łapserdakiem i mamy do niego wstręt; żyda, który zerwał z masą, zrzucił brudny chałat, zamiast Talmudu i Zoharu przyjął wykształcenie europejskie i chce pracować produkcyjnie, nazywamy intruzem, arogantem i mamy do niego wstręt; nareszcie żyda, który przestał być żydem, zerwał wszelkie węzły łączące go z tem plemieniem, przyjął chrześcijanizm i wszedł w społeczeństwo nasze, nazywamy „mechesem“ i także mamy do niego wstręt!
Żeby tylko do niego! Ale i do jego potomstwa, do dalszych pokoleń, które już literalnie z żydowstwem nic wspólnego nie mają.
Wyobraziliśmy sobie, że żydzi odłączeni od zacofanej masy, jakoteż i ci, którzy przyjęli chrzest, nie zrywają nigdy węzłów, jakie łączyły ich z przodkami, że należą do jakiegoś stowarzyszenia tajemnego, którego