Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


celem jest... zawojowanie świata! Przypisujemy owemu stowarzyszeniu straszne jakieś siły, w jednostkach żydowskich dopatrujemy nadnaturalne demoniczne właściwości. Jednocześnie, skoro tylko jest mowa o kwestyi żydowskiej, rozprawiamy szeroko o potrzebie assymilacyi i zjednoczenia.
Niech wolno będzie zapytać, kto się ma assymilować z ludnością rdzenną? Czy brudny i ciemny żyd, odgrodzony od społeczeństwa murem przesądów i odrębności, żyd mający swój własny język, obyczaje, tradycye i ustrój społeczny? czy ów oderwany od żydowstwa, a odpychany przez chrześcian i pogardzony przez nich? czy wreszcie przechrzta, któremu społeczeństwo nie przebaczy nigdy garbatego nosa?
Blizko półtora wieku upłynęło od czasu, w którym głośny ongi Frank z wieloma zwolennikami swymi przyjął chrześciaństwo. Półtora wieku! zdaje się, że spory kawał czasu; z potomków owych frankistów przechrzczonych, mamy dziś wiele rodzin zespolonych zupełnie z społeczeństwem naszem; rodzin, które wydały z siebie niejednego człowieka zasłużonego na polu pracy publicznej.
A przecież... do dzisiejszego dnia piętnu-