Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


modliła się tym zapachem, licząc pacierze na wonnych paciorach różańca.
Z zamczyska wyszedł pan i krętą drogą ku miastu się skierował: nikt mu nie towarzyszył, bo taki rozkaz był. On zaś schodził krokami powolnemi z tych gór, obrośniętych berberysem, a strój na sobie miał taki, że niktby w nim króla i pana poznać nie mógł.
Długa a wyszarzana, piaskowego koloru kapota, ujęta nad biodrami prostym, rzemiennym pasem, okrywała wyniosłą postać króla Kazimierza. Buty juchtowe miał, na głowie czapkę baranią, w prawicy kij, z dębiny wycięty, którym podpierał się, idąc.
Nie dziwili się temu strojowi, ani tej nocnej wycieczce dworzanie i panowie, przebywający stale przy osobie królewskiej. Nie tylko w Kazimierzu, ale i w Krakowie tak czynił, a na uwagę o przygodzie jakiej, o jakim zamachu na osobę monarszą, odpowiadał wręcz:
— Niemasz w Polsce całej piersi jednej, na którejbym nie usnął spokojnie.