Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale król z powagą na twarzy, z brwią namarszczoną patrzył na pisanie ono, jakby tam odnajdywał rzeczy straszne. Ustał więc śmiech, szmer nawet, każdy z panów ze zdziwieniem spoglądał na mieniąca się twarz króla.
A Maćko rzekł:
— Król jegomość i takie pismo odczyta.
W boki się wziął, potężne wąsy na palce motając i zezem patrząc na króla.
A król, stojąc wśród nich, tak zaczął:
— Skarga... jeno nie wiadomo, kto skarży i na kogo?
— A jak skarży, wasza królewska mość wie już napewno — rzekł Maćko.
A król, nie patrząc na obecnych, lecz pokazując im kreski dziwaczne i koła na karteluszu, tak mówił dalej:
— Tu stała skarżącego się sadyba, a na ukos, ku południowi, szło jego pole, dojrzewającem zbożem zasiane. O milę kościół... Ten wężyk — to gościniec... Ta kratka — to studnia. Z kościoła jedzie kmieć w orszaku