Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się urósł, i sam nic wiedział, czy wczoraj króla spotkał, czy czasami mu się nie wyśniła całkiem przygoda ona?
— Jakże tam zdrowie wasze, panie wojewodo?
— Dobrze, miłościwy panie!
— Na długo wystarczy?
— Dolegliwości nie czujemy żadnej.
— Sto lat można ci żywota rokować?
— Sto nie sto, lecz jeszcze nieprędko kostucha mnie uchwyci.
— Użyjesz świata!
— Ba, czemu nie, gdy pierś jak wrota, a kark jak u tura bez mała.
— Rad jestem, iż niema już żadnych skarg na was.
— Któżby śmiał — dziś?
— Nie o śmiałość tu chodzi, jeno o prawość postępków waszych.
— O nich nie mówię nic, wżdy przypominam sobie słowa waszej królewskiej mości, że wzrok jego za lasy i bory sięga!