Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiadomo wam, iże król Maćka wojewodą uczynił, łaską obdarzył, a on mordował, rozbijał i kradł... A toć na wojewodę poznańskiego to skarga... Strach! strach!
— Chodziły złe słuchy, lecz król nie wierzył im.
— A tera uwierzy — mnie?
— Tak, wam uwierzy.
— O Jezu, Jezu!... jaki ja nieszczęśliwy człek; jaki ja zatracony człek!... — kmieć załkał. — Z takiej dalekości, o głodzie i płakaniu aż tu przydybał i przed tem zamczyskiem stoję już godzin dwie, i coś odpędza od tych murów, strach jakiś, mara jakaś i szepce a gada: utop się lepiej!...
— Przeżegnaj się, człowiecze, bo to złe jakieś do grzechu cię namawia. A wiedz, król jest krześcijanin i katolik.
Kmieć żegnać się zaczął, a rozpacz, strach i głód tak go osłabiły, że chwiał się, jak dąb podcięty, aż król go podtrzymać musiał. Teraz z nim już wszystko, jak z dzieckiem, mógł zrobić; lecz nie do zamku wiódł, ino do