Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nijak, panie!
— Kto krzywdził?
— A on zły duch, zbój, poganin — Maćko z Borkowic!
— To już nie echo — pomyślał król — to głos skargi żyjącej, która obłędem patrzy i ku samobójstwu sięga.
— Nie lękajcie się, ociec, jeno prawdę mówcie!... A gdy się boicie przed majestatem królewskim stanąć, nie namawiam was. Opowiedzcie mnie jeno krzywdę waszą i pocieszenia czekajcie.
Kmieć spojrzał na wyszarzaną kapotę mówiącego i głową poruszył:
— Z Maćkiem nie zrobił nic król, a taki szarak, jako wy, cóżbyśta uczynili?
— Ja... widzi ociec — przy bramie królewskiej stoję. Łacno więc mnie spotkać pana i na ucho mu szepnąć: Krzywda! — a dla niego dość tego będzie.
Kmieć znowu głową poruszył.
— Ej! wy coś ta za daleko, panie odźwierny, od drzwi królewskich stoicie, gdy nie