Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz znalazł się jeden panek w poczcie Maćkowym, który zwrócił się do wojewody i rzekł:
— Teraz jednak pomnieć potrzeba...
— O czem?
— O onem dwukrotnem: Pamiętaj! królewskiem.
A Maćko na to:
— Nie ułapił pana na Borkowicach, trudniej chwycić poznańskiego władykę.
Pokręcił wąsa i spojrzał na fale Wisły, która, złota od słońca, śnieżna od pian, z szumem a gwarem z pod Beskidów ku Chwalińskiemu morzu płynęła.
W rok prawie po onych nawiedzinach Maćka król schodził w przebraniu z zamku swojego ku miastu. Do uszu jego doszły nowe zbrodnie pana na Borkowicach, lecz jednocześnie i pismo od wojewody, że przybywa pokłonić się panu i sprawy zdać ze służby swojej, a że król miesiące letnie w ulubionym Kazimierzu przepędzał, do grodu tego