Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wychodziła z ust skarżącego? czy złe słuchy o tym lub owym kłamstwem nie były? Król musiał rozważyć wszystko, w dłoni swojej dowody winy mieć, by radnych zebrać i wydać sąd.
Pomylić się łatwo i skrzywdzić na mieniu lub imieniu. Dobro zabrane oddać można, cześć wrócić — ale gdy kat szyję ukręci, głowy niewinnie uciętej już nie dasz. A i skalana raz cześć nie obmywa się łatwo, wrócone dobra zawsze oskarżeniem jakiemś patrzą. Bóg w ręce królom dał sąd, ale miłosierdzie i przebaczenie na przodku postawił. Wiedział o tem ostatni Piastów potomek i wolał przebaczać, lecz jeśli karał, karał okropnie.
Oddawna już wieści o panu Maćku Borkowic dochodziły do uszu królewskich. Ale Maćko na krzyż przysiągł, że źli ludzie obmową go krzywdzą, a skarżą przed panem, bo jeno sprawiedliwości i praw się trzyma. Mogło i tak być, boć więcej jest plew, niż ziarn na świecie, więcej krakań wronich, niż