Strona:Kazimierz Bartoszewicz - Słownik prawdy i zdrowego rozsądku.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
53

cza, ale oburza się na tych, co wołają niegrzecznie: trzymaj złodzieja! O takich „niegrzecznych“ opinja mówi, że „kalają swe własne gniazdo“, że są pesymistami, co na „nikim suchej nitki nie zostawią“. Tak samo było i dawniej, kiedy Krasicki czuł się zniewolony wnieść przeciw tej opinji protest w gorących słowach:

Godzi się kraść ojczyznę łatwą i powolną,
A mnie sarkać na takie bezprawia niewolno?

Kraków, miasto wznoszące się po obu stronach Rudawy. Główna siedziba japończyków, od czasu opuszczenia Warszawy przez p. Feliksa Jasieńskiego. Niegdyś zwracała tu uwagę katedra, z której jednak zrobiono restaurację, usuwając wiele dawnych zabytków. W głośnym na cały świat zakładzie filantropijnym Hawełki, wyborne piwo pilzneńskie „z czapeczką“. Kraków już w starożytności słynął z wyrobu kiełbas. Stajnia zarodowa stańczyków. Mieszkańcy trudnią się wyborami do rady miejskiej, sejmu i parlamentu, — żyją tak długo, aż ich nie przejedzie tramwaj elektryczny.
Kredyt tani — wspomnienie historyczne. Kto „goni za kredytem“ za tym później gonią „listy gończe“. Wziąć na kredyt, znaczy tyle co: „pisz na Berdyczów“.
Krytyka wówczas jest tylko dobrze widziana, jeżeli nie jest krytyką a pochlebstwem. Krytyka sprawiedliwa nigdy nie zadowoli krytykowanego. „Trudniej napisać, niż krytykować“ — frazes codzień spotykany, a przecież dziwna rzecz, że piszących mamy więcej niż potrzeba, a dobrych krytyków na palcach policzyć można. Krasicki powiedział: „prawdziwa cnota krytyk się nie boi“ — musi przeto mało być dziś prawdziwej