Strona:Karol Wachtl - Spóźnione zaloty.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 19 —

będzie, jak ja zechcę... Do czasu jeszcze politykować trzeba, bo pieniążki mościdzieju piechotą nie chodzą — ale po ”Veni Creator“ inaczej pogadamy! Jenoteż chciałbym mocno żeby to się już raz przecie skończyło... Dziś powiedziałem sobie: raz kozie śmierć — i przyszedłem na to ścięcie! Cóż, kiedym tylko kupę awantur i breweryi zobaczył, a moja piękność przenoszona dała nogę i nie widać jej — jakoś. Nie widać... A chciałem się dziś oświadczyć! — Jak Pana Boga kocham! Trzeba znów odłożyć na kiedyindziej! Hm, licho nadało.... Szkoda mościdzieju, szkoda!..... Zabiera się do wyjścia, gdy obracając się, spotyka Kunegundę, która po cichu weszła była przed chwilą z tacą i winem w rękach i słuchała jego ostatnich słów.

SCENA IV.
KUNEGUNDA.

Żywo podchodząc naprzód do Jacentego: Nie odchodź, drogi Jacenty — nie odchodź! Ja słyszałam wszystko, coś tu mówił...

JACENTY.

Z przestrachem. Aj, gwałtu! rety! Tego mi jeszcze było trzeba, ona wszystko słyszała!