Strona:Karol Wachtl - Spóźnione zaloty.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 20 —
KUNEGUNDA.

Z uczuciem. Słyszałam szczerą spowiedź twego serca i przychodzę — powracam, aby ulżyć twej miłości i być — twoją! Och! Twoją — na wieki! Powtóżyszże i przy mnie to, coś mówił tu przed chwilą?

JACENTY.

Uspokojony n. s. Eeee, to ona wszystkiego nie słyszała! Głośno. Tak mościa dobrodziejko! Powtórzę ochotnie, n. s. ale nie wszystko! głośno, biorąc ją za rękę. Chceszże mnie asindzka za stałego towarzysza w kulawej mościdzieju życia wędrówce?

KUNEGUNDA.

Ściska mu rękę. Ależ chcę, chcę całą duszą, chcę! Jak Mizię kocham!

JACENTY.

Z przesadą rzuca się jej do nóg, krzywiąc się n. s. Piramido wszechsłodyczy! Brylancie najdroższy! Czyżem ja mógł spodziewać się tak słodkiej odpowiedzi?

KUNEGUNDA.

Podnosząc go z trudem, rzuca mu się na szyję. Czyżeś to z moich oczu nie czytał, żeś kochany tak czule?...