Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czarniecki. Podzielam zdanie mojej żony.
Gałka. Świeże kołaczki, najlepsze przysmaki; dlatego odprawmy jeszcze dziś zaręczyny.
Kazimierz. Zdaje mi się, że się znacie na czarach jak Twardowski, kiedy bez młodej pani chcecie wyprawiać zaręczyny.
Stach. (wchodzi). Gospodarzu! jest tu ktoś...
Gałka. A kto?
Stach. Ano jacyś państwo w bogatej karecie.
Gałka. Gdzie?
Stach. Ano przed sienią.
Gałka. (wybiegając). Gotujcie się na gości z Berlina!
Kazimierz i Barbara (razem). Państwo Lehmanowie! Jakże ich przyjmiemy w naszej ubogiej chatce.
Gałka. (wprowadzając Lehmana i Herminę) Oto rodzice Kazimierza.

(Wszyscy kłaniają się).

Lehman. Składam uszanowanie i wdzięczność czcigodnemu ojcu i czcigodnej matce za poczciwe wychowanie Kazimierza, przez którego Bóg wskazał nam prawdziwą wiarę. Wyzułem się z berlińskich pęt, zamyślam pod Gliwicami założyć jakąś fabrykę, a ponieważ mi koniecznie potrzeba pomocy Kazimierza, więc też przyszedłem po niego.
Gałka. Państwo Czarnieccy zgadzają się na wszystko, a Kazimierz obowięzuje się służyć wam wiernie aż do śmierci. No cóż, panie Kazimierzu?
Kazimierz (do Lehmana). Wszystko mi szlachetny panie przebaczasz...
Lehman. Co ci w Berlinie przyrzekłem, chcę koniecznie dotrzymać. (Do Czarnieckich).