Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w porządne ubranie, wpadł w oczy Herminie, jedynaczce fabrykanta, która za nim szaleje, a nawet niebezpiecznie zachorowała. Koniec końcem, fabrykant swoją córkę i cały swój majątek gotów jest oddać waszemu Kazimierzowi. To nie jest bagatela ożenić się z córką takiego bogacza, co pierwszego lepszego magnata na Górnym Śląsku w kieszeń schować może. Oj będziecie też to mieć życie na stare lata! Co tylko dusza zapragnie, wszystko wam będzie na usługi, chyba wam ptasiego mleka jeszcze zabraknie.
Czarniecki. Musi tu coś innego zachodzić, czemuż nam Kazimierz dotąd o tem ani słówka nie pisał.
Barbara. Czy już tak zhardział, że się obejdzie bez naszej rady?
Gałka. A i pocóż tu rady, kiedy się szczęście sypie jak z miecha.
Barbara. Nie wszystko złoto co się świeci.
Gałka. Ale cały interes Kazimierza czy się świeci czy nie świeci, jest litem złotem. Ogromny majątek! miliony! Mnie wiele na tem zależy, żeby się ta para zeszła. Założylibyśmy potem z Kazimierzem handel do spółki. Zakupiłbym potem wszystkie ruskie woły.
Czarniecki. Panie Gałko, nie odchodźcież od rzeczy, powiedzcie nam szczerą prawdę. Stach nam coś wspomniał o wierze.
Gałka. Ej tylko o to jeszcze chodzi, czy wy na to zezwolicie.
Barbara. Jeżeli jest poczciwą katoliczką, cóżbyśmy się mieli sprzeciwiać.
Gałka. No, katoliczką jeszcze nie jest, ale ją tam Kazimierz pewnie przerobi.