Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SCENA II.
(Ci sami i Gałka).

Gałka. (wchodząc). Dobry wieczór. (Do Stacha). A cóż się ty tu wałęsasz?
Stach. Ano bardzo ważny interes.
Gałka. Czy znowu o żeniaczce. Od kilku dni szaleje, staremu się w głowie przewróciło.
Stach. Wam się cztery razy przewracało, ady to nic; mieliście już cztery żony, a mnie to ani jednej nie życzycie.
Gałka. Ej, weźmij sobie i dziesięć, ale patrz żebyś do wołów przyszedł, bo inaczej zaraz cię wypędzę.
Stach. (odchodząc). Tak to, tak idzie biednemu człowiekowi.
Barbara. Stach nas tu chciał przestraszyć jakąś straszną bajką, że się Kazimierz żeni w Berlinie i to z niekatoliczką.
Stach. (do siebie). Obrzydły gaduła (do Czarnieckich). Co on tam wie o tej sprawie.
Barbara. (z trwożną ciekawością). O jakiej sprawie?
Gałka. (siadając pomieszany). Muszę wam to szczegółowo opowiedzieć. Wiecie, że za mojem staraniem wasz Kazimierz dostał się do fabryki p. Lehmana, który między berlińskimi fabrykantami pierwsze zajmuje miejsce. Wiecie także i to, że p. Lehman całą fabrykę oddał pod zarząd Kazimierzowi, który dopiąwszy posady inspektora, jest sobie teraz panem całą gęba.
Barbara. Dziękujemy codziennie Bogu za szczęście naszego dziecięcia.
Gałka. To jeszcze nie koniec szcześcia! Kazimierz chłopiec urodziwy, do tego zaopatrzony