Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stach. Ano obrałem, ale się wstydzę powiedzieć jej o tem. A więc przyszedłem was prosić, abyście to tam wy jako sporządzili.
Czarniecki. Domyślam się, że mnie obierasz za swojego swata, albo jak to mówią kletę? Skądże ci to przyszło, że mnie obierasz za rzecznika? Źle wyjdziesz na tem, bo ze mnie niewielki gaduła, a do tego potrzeba wyparzonego języka: nadto wiesz że nie rad wychodzę.
Stach. Ano wychodzić nie potrzebuiecie.
Czarniecki. A cóżto, sama tu przyjdzie twoja oblubienica?
Stach. Ano adyć tu jest.

(Barbara wchodzi i wita Stacha).

Czarniecki. Słuchaj, żonko ciekawe rzeczy: Stach chce się żenić, mnie prosi za swata i powiada, że jego oblubienica w domu naszym się znajduje.
Barbara. (z zadziwieniem). Stach chce się żenić? jego kochanka w naszym domu? jakżę to mam rozumieć. Przecież Stach o mnie nie myśIi, a oprócz Anneczki niema tu nikogo więcej.
Stach. Właśnie też o Anneczce myślę.
Czarniecki. Ha. . ha... ha! patrzcie mi, on wie co dobre.
Stach. (nieco obrażony). Ano, ja tu nie żartuję, bo to nie żarty jak często powtarza mój gospodarz.
Barbara. Ale powiedzże mi Stachu, co ci po żonie?
Stach. Ano, pomógłbym jej też w gospodarstwie: przyniósłbym wody, narąbałbym drzewa, zakolebałbym też. Ano widzicie... że wiem na co chłop w chałupie.