Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czarniecki. (śmiejąc się). Żeby cię gęś kopła tylną nogą.
Stach. Ano mnie tu nie do śmiechu, powiedzcie mi, czy mi dacie Anneczkę, bo jak nie, to na złość dla was wezmę inną. Mnie się zdaje, że mnie Anneczka będzie chciała.
Czarniecki. (żartując). Trzeba zawołać Anneczkę (woła) Anneczko! (Anneczka wbiega).
Czarniecki. (popychając Stacha). No dalej.
Stach. Ano... ano...
Barbara. Ej to ja cię wybawię z kłopotu. Słuchaj Anneczko. Stach prosi nas o twoją rękę.
Anneczka. (prawie w oburzeniu). Stach o moją rękę? (spokojniej) mameczka wie o mojem postanowieniu. Ja nigdy nie pójdę za mąż! (odchodzi).
Czarniecki. Widzisz Stachu, z tej mąki nie będzie chleba.
Stach. Ej, wiem ja ci przyczynę: nabiła sobie głowę Kazimierzem! ale z tej mąki też nie będzie chleba, bo Kazimierz bierze sobie jakąś berliniankę.
Barbara. Co ty mówisz Stachu? to być nie może, boby nam Kazimierz był o tem coś pisał.
Stach. Ano nie pisze, bo się boi.
Czarniecki. Czegożby się to bał?
Stach. Ano, bo jego kochanka nie jest katoliczką.
Barbara. Znamy lepiej naszego Kazimierza, na nic się przyda twoje oczernienie.