Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wilhelmina. Ej, tutejsi lekarze nic nie rozumią; pamiętam, że kiedy na wsi zwichnęłam nogę, stary owczarz uleczył mnie zupełnie i to w krótkim czasie.
Gałka. Proszę... cóż to za rodzaj choroby?
Lehman. Lekarze nazywają ją chorobą serca.
Wilhelmina. Pozwól, że ja panu chorobę obszerniej opiszę. Nasza córka zaczęła słabnąć, cera zbladła, na miejsce dawnej wesołości nastąpiła jakaś tęsknota i smutek, bo często w ukryciu płakała; co najdziwniejsza, na nasze zapytania odpowiadała zawsze, że żadnego bólu nie czuje. Nareszcie przyłączyła sie febra nerwowa tak gwałtowna, że lekarze zaczęli o jej życiu wątpić.
Lehman. Na kilka dni przed jej ostatnią chorobą nagle bez wszelkiej przyczyny opuścił Kazimierz moją fabrykę i poszedł do fabryki Borsika za dozorcę.
Gałka. I nie oznajmił panu przyczyny.
Lehman. Napisał list do mnie, wyrażając najgłębszą wdzięczność za wszystkie dobrodziejstwa, oświadczając zarazem, że dla ważnych przyczyn, które zostaną tajemnicą, u mnie dłużej pozostać nie może. Żądałem piśmiennie i ustnie bliższego objaśnienia, lecz otrzymałem tylko tę odpowiedź, że go sumienie obowiązuje do tego kroku.
Wilhelmina. Rozważ sobie pan tak dziwaczne postępowanie: u nas jako dyrektor pobierał 1000 talarów pensyi, a u Borsika został za 400 dozorcą. Cóż pan na to?
Gałka. Proszę opowiedzieć mi dalszy ciąg choroby.
Wilhelmina. Ponieważ córka w febrze ciągle marzyła o Kazimierzu i nieustannie dziwną z nim