Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kazimierz. Jakżeś pan odkrył tę miłość?
Gałka. Czekając na pana dyrektora, usiadłem na schodach, aż nadeszła panna Hermina i dowiedziawszy się, kto i skąd jestem, zaprosiła mnie do ogrodu i tu się zdradziła.
Kazimierz. (poważnie). Zartuj pan ze mnie, ale nic z dziewczyny... przecież ona na szacunek zasługuje.
Gałka. A... tak bardzo ją szanujesz. Ej to dobry początek, bo z szacunku do miłości niedaleko.
Kazimierz. Sługa powinien szanować rodzinę chlebodawcy.
Gałka. I cóż to złego, jeżeli się córka chlebodawcy w tobie kocha?
Kazimierz. Ale powiedzże mi pan, na czem opierasz twoje zdanie?
Gałka. Wypytywała się najprzód o twoją rodzinę, a potem z uwielbieniem wychwalała cnoty i zasługi pana dyrektora.
Kazimierz. I cóż stąd?
Gałka. Oho... umiem ja poznawać kobiety! byłem po trzykroć wdowcem i znam się na miłości tak dobrze, jak na podolskich wołach, a może i lepiej! Skoro dziewczyna wychwala młodzieńca, jest to najpewniejszym znakiem, że w nim aż po uszy zakochana.
Kazimierz. Przypuściwszy że tak jest, byłoby to dla mnie nieszczęściem.
Gałka. Co mi to za nieszczęście, jeżeli młoda i ładna córka bogatego fabrykanta dostanie się panu dyrektorowi.
Kazimierz. Ojciec nigdyby nie zezwolił na to, i prędzejby mnie wydalił ze służby.