Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Anna (w zmieszaniu). Pan Kazimierz mnie podsłuchiwał?
Kazimierz. Dopiero co wszedłem i tylko ostatnie słyszałem słowa modlitwy o pomoc dla sieroty. Czyliż pani jest nieszczęśliwą? Zwierz mi się Anneczko, jeżeli będę mógł, pewnie ci pomogę.
Anna. Przypomniało mi się moje sieroctwo właśnie dziś, kiedy pan odjeżdżasz!...
Kazimierz. To cię mój odjazd martwi? doprawdy?
Anna. (łzawem okiem spogląda na niego).
Kazimierz. (biorąc jej rękę). Moja Anneczko, nie martw się, wszakże nie odjeżdżam na zawsze; za roczek lub dwa powrócę i przywiozę Anneczce najpiękniejszy upominek z Berlina.
Anna. Może w wielkiem mieście, wśród ustrojonych dam miejskich zapomni pan o ubogiej wieśniaczce.
Kazimierz. I o to Anneczko możesz mnie posądzać? nie znasz Kazimierza. (Podając jej fotografię). Oto, ile razy spojrzysz na mój obraz, przypomnij sobie, że Kazimierz nigdy o tobie nie zapomni. A cóż mi Anneczka da w zamian?
Anna. (smutno). Kiedy nie mam fotografii! lecz oto pierścionek poświęcony, pamiątka po nieznanej matce, więc najdroższą spuściznę oddaję panu.
Kazimierz. Dobra Anneczko, będę chował pierścień jako najdroższy skarb; będzie to klejnot, z którym się nigdy nie rozłączę.
Anna. (woła za sceną). Anneczko, Andziu! (wchodząc). Przygotowałaś wszystko do podróży Kazia?