Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Anna. (zbierając rzeczy). Zaraz będzie wszystko gotowe.
Barbara. I cóżeś dotąd robiła? bawisz tu przeszło godzinę; myślałam, że już wszystko gotowe, a ty dopiero zaczynasz?
Kazimierz. Niech się mameczka nie gniewa.
Barbara. Jakże się nie gniewać, kiedy Gałka za pół godziny odjeżdża, a wiesz przecie, że nie lubi czekać.
Kazimierz. W ostatniej chwili chciałbym mameczkę widzieć wesołą, więc wybacz!
Anna. (która tymczasem tłómoczek zawiązała). Już wszystko urządzone mameczko złota.
Barbara. Nie można się gniewać na tak dobre dziatki. (Przyciska oboje do siebie, a dzieci całują jej ręce). A teraz chodź Anneczko ze mną, bo trzeba przysposobić wieczerzę. (Odchodzą).
Kazimierz. (spoglądając za niemi). Dobra moja matko, jakże ci się kiedy odwdzięczę? (siadając na krześle). Odpocznę sobie jeszcze raz przed odjazdem i pożegnam się z domem, który był świadkiem moich lat dziecinnych. Żegnam was obrazy Świętych, przed któremi, klęcząc obok mojej nabożnej matki, każdodziennie uczyłem się chwalić Boga! żegnam cię miły kąciku, w którym na łonie ojca przepędzałem całe wieczory, przysłuchując się zajmującym opowiadaniom żywotów bohaterów Ojczyzny i Świętych: żegnam was drzewa, któreście mnie tak często obdarzały ulubionymi owocami, i chowałyście gniazda moich śpiewaków. (Wchodzą do izby ojciec, matka i Gałka).