Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ryb do Piotra: „Od tej chwili będziesz łowił ludzi!“ Jakże wysoki i odpowiedzialny urząd został wówczas temu uczniowi powierzony, a jednak jak łatwo jest wśród sprzyjających okoliczności każdemu prawdziwemu chrześcijaninowi sprawować ten wspaniały urząd ucznia Pana Niebios. Rozgałęzienie sieci miłości jest wszak potrzebą, nietylko obowiązkiem. Należy jedynie pójść za głosem, serca, a pomyślność zsyła Bóg.
Te myśli towarzyszyły mi po drodze. Gdy jechałem tak z godzinę, ukazała się naprzeciwko mnie grupa jeźdźców. Był to pasza w towarzystwie kilku oficerów i żołnierza, którego doń wysłaliśmy. Gdy się do mnie zbliżył, podał mi rękę, skinął głową z uśmiechem i rzekł po niemiecku:
— Miał pan powodzenie, jak słyszę? Dosiadłem, oczywiście, natychmiast konia, aby spełnić pańskie życzenie.
— Więcej powodzenia, niż sobie Wasza Wysokość wyobraża, — odrzekłem. — I dlatego pozwoliłem sobie prosić o obecność pana.
— Chętnie przybywam. Okoliczności w Hilleh tak dalece postąpiły naprzód, że mo-

70