Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Jednak, zdaje mi się, żeś mu ręce zwolnił!
— Tylko na chwilę.
— Dlaczego?
— Chciałem cię pomścić.
— To był błędny krok. Wiesz, jakiego jestem zdania o zemście. Chrześcijanin się nie mści.
— Słusznie! Nie chciałem też powiedzieć zemsta, lecz kara.
— Jeżeli człowiek ma być ukarany za wykroczenie przeciwko mnie, ja winienem o tem stanowić, nie zaś ty. Za cóżto chciałeś go ukarać?
— Za to, że cię w więzieniu tak mocno okuł w kajdany. To ci musiało przyczynić wiele bólu, który mu też teraz chciałem dać odczuć. Zgodzisz się ze mną, że na to zasłużył.
— Co się tego tyczy, całkowicie się z tobą zgadzam, ale nie należało mu tego zaszczytu udzielać bez mego zezwolenia.
— Ciebie tak długo nie było, a korciło mnie, by go przekonać o naszej wdzięczności. Dlatego też kazałem mu ręce uwolnić na chwilę, by tak właśnie je okuć, jak on to uczy-

38