Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nił z tobą. A to wszak było wspaniałą myślą, którą ty musisz uznać i przeciwko której nie mieć nie możesz!
— Taki jest twój pogląd, a nie mój. Odwiązaliście ma zatem ręce i, naturalnie, zaraz uczynił z nich użytek?

— W samej rzeczy! Ten hultaj zdawał się nie wiedzieć o tem, że mu tego zabroniłem. Dotychczasowy kol-agasi a obecny bimbaszi powiedział mu podczas zwalniania rąk kilka słów, które mu nie poszły w smak; zacisnął też palce dokoła jego szyi, powalił go na ziemię i tak mu miętosił żyły, że twarz przybrała barwę burneta-el-kastar[1], jakim Europejczycy upiększać zwykli swe głowy przy wielkich uroczystościach. Drżeliśmy o napadniętego, którego oddech stawał się coraz krótszy, albowiem Sefir tak mocno się go uczepił, jakoby pchła pustynna, co wpiła się w obnażony palec nogi wędrowca. Pomimo że jest ranny w rękę, z wielkim trudem udało nam się go oderwać od napadniętego. Natychmiast go też związano w taki sposób, jak postanowiłem; ale co się tyczy wyrazów, których musieliśmy

  1. Cylinder.
39