Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Tak.
— Jakżeż to możliwe? Wszak jest związany i ma ciężko zranioną rękę!
— Z tą raną nie jest tak źle, jak sądziliśmy. Potrafi poruszać pięcioma palcami, a w każdym razie paroma z nich.
— Dobrze, ale miał przecież ręce związane na piecach, więc napad, o jakim mówisz, był w takich okolicznościach, według mnie, zupełnie niemożliwy.
— Tak, effendi, ale rąk już nie miał na plecach
— Gdzież więc je trzymał?
— Były wolne.
— Znowu zatem popełniłeś jedną ze swych samowoli. Halefie, Halefie, nie będziesz już w życiu innym, niż byłeś dotąd i, niestety, teraz jeszcze nim jesteś!
— O, sihdi, nie życz sobie, bym się zmienił! Do ciebie należy całe me serce i, gdyby to się miało odmienić, musiałbym ciebie pozbawić miłości i przyjaźni, które tak upiększają nasze wspólne życie. Wierzaj mi, jestem takim, jakim być winienem. Jeżeli uważasz, że popełniłem błąd, mylisz się.

37