Strona:Karol May - The Player.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


narażać, a sennor? Ja dziękuję serdecznie, gdy mi kto poda łyk wody! To miałem na myśli, gdy mówiłem, że powinien się sennor zmienić. Nazwano mnie tutaj barbarzyńcą, pytano z przekąsem, czy umiem czytać; przekonywam się ze smutkiem, że w tym kraju ludzie nie znają najprostszych nawet obowiązków grzeczności. — Straciłem wiele słów; krótki zaś sens mojej mowy powiem panu teraz: od tej chwili niech sennor sam się troszczy o siebie! Nie mam ochoty pozwalać, żeby, w dowód wdzięczności, przypominano mi obowiązki względem własnego honoru!
Po tych słowach udałem, że chcę odejść; wtedy chwycił mnie hacjendero za rękę.
— Zostań pan przecież, sennor — prosił, — niech pan jeszcze nie odchodzi! Zapewniam, że nie dziękowałem tylko przez zapomnienie!
— Wobec tego nie zna pan siebie tak dobrze, jak ja pana poznałem, lubo obcowaliśmy krótko. To nie zapomnienie, lecz wręcz coś innego. Przypisując sobie wyższość nad europejskim barbarzyńcą, a nawet nad człowiekiem tej miary, co Winnetou, nie prosi pan, tylko żąda, lub rozkazuje. Ruszaj sennor za ocean, do Europy, a przekonasz się, że tam każdy chłopiec więcej się uczy i więcej wie, niż pan się nauczy i dowie przez wszystkie dni swego życia! A ci państwo, którzy huśtają się tak wygodnie w swoich hamakach, niech zajrzą do ciemnych i krwawych lasów dzikiego zachodu, a przekonają się, że Winnetou posiada w swoim małym palcu więcej siły, zręczności i szlachetności, niż wy w całem waszem Ures. Obchodzono się ze mną tutaj po grubiańsku, nietylko dzisiaj, lecz już za pierw-