Strona:Karol May - The Player.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Co słyszę? Chce pan pozostać do jutra?! To niemożliwe! Musi pan dziś jeszcze pojechać ze mną do hacjendy! Musi mi pan pomóc! Bez pana nie odzyskam posiadłości!
Ponieważ mówił tonem tak stanowczym, jakgdyby miał prawo stawiać żądania — odparłem bez ogródek:
— Muszę? Doprawdy? Niema dla mnie żadnego musu!
— Tego też nie chciałem powiedzieć; ale wzgląd na pański honor wymaga, abyś, nie zwlekając ani chwili, dokończył rozpoczętego dzieła!
— Odwoływanie się do mojego honoru jest zupełnie zbyteczne! Całe moje postępowanie jest wynikiem poczucia honoru! Na pewno go nie postradam, jeśli nie będę troszczył się o pańską hacjendę. Cóż może mnie zmusić do tego? Przybyłem do pana i ostrzegłem go; wzamian za to wskazano mi drzwi; musiałem nawet siłą odpierać obelgi pańskiego bezczelnego majordomusa; pan patrzyłeś na wszystko z okna, nie mówiąc ani słowa. Prosiłem sennora, abyś nie wyjawiał Meltonowi, co panu powiedziałem, pan zaś wypaplał mu wszystko, słowo w słowo, natychmiast po jego przyjeździe. To gadulstwo mogło mnie przyprawić o niechybną śmierć, gdybym się nie opatrzył zawczasu. Melton bowiem pojechał z nami, aby zaczaić się i zastrzelić mnie z zasadzki; szczęściem, odgadłem jego zamiary i wpadł w moje ręce!
— Dlaczego mi to pan zarzuca? — zapytał. — Zarzuty są teraz bezowocne!
— Tak, nie mogą zmienić przeszłości, lecz wywrą wpływ na przyszłe wypadki. Mam nawet nadzieję, że