Strona:Karol May - The Player.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mu do rozporządzenia dwa najlepsze nasze pokoje. Jak się pan na to zapatruje?
Apacza chciała zatrzymać; co do mnie, mogłem mieszkać, choćby pod gołem niebem. Ubawiony tą uprzejmością, odpowiedziałem żartobliwie:
— Ma pani oryginalne pomysły, sennora!
— Nieprawdaż? Biedny dzikus musi się zawsze wałęsać po górach i lasach; dlatego chciałabym, aby choć raz zakosztował posmaku wykwintnych apartamentów; mam jednakże nadzieję, że wzamian zgodzi się spędzić wieczór w moim salonie!
— Wobec tego niech go pani poprosi!
— Czy nie zechciałbyś mnie, sennor, wyręczyć?
— Chętnie, gdybym mógł, sennora, lecz to się nie godzi! Przyzna pani chyba, że takie zaprosiny nie powinny wyjść z ust trzeciej osoby. Wymówione pięknemi usteczkami sennory nabiorą podwójnej wartości. Przypuszczam, że ma sennora zamiar zaprosić do siebie wszystkie piękne panie z całego Ures?
— Naturalnie! Gościć u siebie Winnetou — to zaszczyt, którego pozazdroszczą mi wszystkie przyjaciółki do końca życia!
Chodziło więc o swojego rodzaju widowisko; odpowiedź Apacza cieszyła mnie zgóry. Zresztą, rozległy się zaraz protesty z dwóch stron naraz; mianowicie, urzędnik, którego uwagi nie uszło wrażenie, jakie wywarł na żonie piękny Indjanin, poczuł nagle przypływ zazdrości, zbliżył się do niej, aby półgłosem szepnąć parę ostrych uwag. Zamiast odpowiedzi, odtrąciła go poprostu. Jednocześnie zaprotestował hacjendero, zwracając się do mnie: