Strona:Karol May - The Player.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wskazała ręką na bujający się hamak, na którym przed chwilą spoczywał hacjendero.
— Winnetou nie jest kobietą — odpowiedział wódz. — Nie zwykł leżeć na matach i prawić o swoich czynach!
Poprosiła więc mnie, abym opowiedział o tych ciekawych wydarzeniach. Pusłuchałem, podając zwięźle zaszłe wypadki i wysuwając na pierwszy plan Apacza. Gdy skończyłem, zawołała zachwycona:
— Zupełnie, jak w romansie! Tak; gdzie zjawia się wódz Apaczów, Winnetou, tam nie brak bohaterskich czynów i przygód. Gdybym była mężczyzną, nie opuszczałabym Winnetou w żadnem niebezpieczeństwie!
— A Winnetou byłby sqwaw, gdyby pozwolił na coś podobnego — odparł Indjanin, obracając się na pięcie, aby opuścić pokój. Pochwała z ust rozpróżniaczonej kobiety przejmowała go odrazą.
— Co mu się stało? — spytała sennora. — Czy zawsze jest w tak zgryźliwym humorze?
— Nie; jeśli jednak go rozdrażnić, potrafi dać się we znaki — objaśniłem z uśmiechem. — Komplementy pani są w stanie przepędzić Apacza poza góry i lasy. Jeśli chcesz go sennora zatrzymać, zachowaj ciszę i nie patrz na niego.
— Postaram się, jeśli zechce mi pan wyświadczyć małą przysługę. Kiedy sennor odjeżdżasz?
— Jutro.
— Gdzie zamieszkasz?
— Nie wiem jeszcze.
— Łatwo pan znajdzie odpowiednie pomieszczenie dla siebie; co się tyczy Winnetou, zapraszam go i daję