Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   76   —

— Tanam ilm celtis australis komar — rzeczywista wiedza nazywa to Celtis australis.
Otworzył usta szeroko, spojrzał na mnie ze zdumieniem i zapytał:
— Czy są dwie różne wiedze?
— O, więcej niż sto.
— Allah! Znam tylko jedną. Ile chcesz sadaru, panie?
— Dużą garść.
— Pięknie! Zawinę ci to w torebkę. Panie, czego ci jeszcze potrzeba?
Na podłodze leżał papier. Założyłbym się, że podjęto go na ulicy. Aptekarzowa podniosła go, zwinęła w trąbkę, przesunęła krawędź po języku, żeby się zlepiło i nasypała garść Celtis australis. Ponieważ miałem zewnętrznie tego użyć, przeto nie opierałem się takiemu familiarnemu postępowaniu.
— Czy masz alkali? — spytałem.
Spojrzała na mnie zdziwiona, mimo że było to znane arabskie słowo. On natomiast przeciągnął usta w uśmiechu pewnym siebie i zapytał:
— A jakiego chcesz?
— Wszystko mi jedno.
— Panie, dowiedziałem się, że ojczyzna twa leży na zachodzie. Mam stamtąd bardzo dobre alkali, mogę ci dostarczyć, jeśli zechcesz.
— Jak je zowiesz?
— Szawell żuju.
— Pokaż!
Przyniósł, jak się spodziewałem, flaszeczkę z napisem: „Eau de Javelle, fabrique de Charles Gauthier, Paris“.
— Skąd masz to alkali?
— Kupiłem kilka flaszeczek od pewnego komiwojażera, który raz wstąpił do mnie. Pochodził ze stolicy Franzy, zwanej Praga.
— Mylisz się. Praga jest stolicą Czech, gdy tymczasem stolica Franzy nazywa się Paryż.