Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   75   —

Ze środka sufitu biegł na dół sznur, do którego przytwierdzona była olbrzymia enema. Na desce leżało kilka nożyc, o cudacznym kształcie, starych baniek, miednic golarskich i szczypców do zębów o grubych na cal bokach. Na ziemi stały różnorodne całe i porozbijane naczynia, a dokoła panował zapach nie do opisania.
— Tak — odezwała się aptekarzowa. — To nasza kuchnia dla chorych. Teraz powiedz nam, z jakich środków składasz swoją maść na żołądek?
Aptekarz wysunął się przedemnie i wpatrywał mi się w twarz z ogromną ciekawością. Cieszył się na to widocznie z góry, że podpatrzy moją receptę.
— Czy macie sadar w którym z tych woreczków?
— Sadar jest — odpowiedziała hoża niewiasta, zwracając się ku ścianie.
— Sadar? — zauważył mąż. — Ilm lotos komar — wiedza nazywa to lotos.
Ten rzeczywisty doktor i hekim chciał pokazać, że zna nazwę łacińską. Ponieważ jednak była to nazwa przestarzała, odrzekłem: