Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   51   —

— Jakto?
— Kula, odbiwszy się, zraniłaby prawdopodobnie ciebie.
— Panie, to istotnie bardzo możliwe.
— A gdyby się to nawet nie stało, to należy się spodziewać, że rozgniewany hadżi wbiłby ci nóż w ciało, coby twemu zdrowiu zaszkodziło.
— Dlaczegóżby się miał rozgniewać?
— Za twoje niedowiarstwo. Nie lubi wogóle, żeby na nim przeprowadzano takie próby bez osobnego zezwolenia z jego strony.
— W takim razie wolę tego zaniechać, albo poprosić go o pozwolenie.
— Zrób to!
— Czy sądzisz, że mi go udzieli?
— Tak, jeśli ja poprę twoje życzenie.
— Proszę cię, nie odmów mi tego!
— Pomówię z nim, ale teraz czekają nas rzeczy ważniejsze. Czy jesteś już przekonany o m nie kodży baszy?
— Zupełnie.
— Oddaję go więc w twoje ręce. Musisz także ująć bydwu parobków, ponieważ mu dopomagali. Co do mnie, to nie chcę więcej z tem mieć do czynienia.
— Panie, jak ja to załatwię bez ciebie?
— Powinieneś przecież sam to wiedzieć, skoro jesteś kazamufti. Nadając ci ten ważny urząd, padyszach przypuszczał niezawodnie u ciebie odpowiednie zdolności i mam nadzieję, że nie zawiedziesz tego zaufania.
— O nie, z pewnością. Będę sędzią bardzo surowym i sprawiedliwym. Czy mam i tę kobietę zaaresztować?
— Nie, ona musiała być posłuszną mężowi. Kobieta jest pozbawiona duszy i nie dostaje się do wyższych niebios, nie należy jej zatem karać za grzechy męża.
Brzmiało to tak mile dla uszu tej starej baby, że