Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/484

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   454   —

była doskonała. Gospodarz mi pozwoli, gdyż gościnność wynagradza Allah stokrotnie.
Dozorca skinął zachęcająco głową, a Halef usiłował dowieść, że nie dba dzisiaj o przykazania proroka. Kiedy skończył, obtarł nóż o spodnie, zatknął go za pas i w te odezwał się słowa:
— Są stworzenia, które bardzo cierpią z powodu niewdzięczności człowieka. Świnia z pewnością niczem nie zasłużyła na taką pogardę, jaką darzą ją wierni. Gdybym ja był na miejscu proroka, uważałbym był lepiej podczas dyktowania Koranu. Wówczas do wielkiej czci doszłyby były zwierzęta, których smaczne mięso raduje serce człowiecze. A teraz, gdy już jesteśmy nasyceni, mogę znów drzwi otworzyć bez obawy, żeby przyjaciele nasi nie ponieśli szkody na duszy.
Wstał i odsunął rygiel właśnie w chwili, gdy w drzwiach stanął młody i przystojny młodzieniec.
— Izrad! — zawołał doń dozorca — dziś już pracować nie będziesz; daję ci urlop. Ten effendi chce jechać do Treska-Konak, a ty go tam zaprowadzisz w prostym kierunku.
Był to wspomniany poprzednio brat żony. Skorzystał ze sposobności podziękowania mi za ocalenie siostry i cieszył się, że może mi się przysługą odwdzięczyć.
— Ale czy ty masz konia? — spytałem. — Nie potrafisz iść, gdy my szybko pojedziemy.
— We wsi sobie pożyczę — rzekł. — Kiedy masz zamiar wyruszyć, effendi?
— Jak najrychlej.
— Zaczekaj jeszcze dobrą chwilę, gdyż ubranie twoje tak prędko nie wyschnie. Ja tymczasem postaram się o konia.
Oddalił się znowu.
— Będziesz w nim miał dobrego przewodnika — rzekł jego szwagier. — On ci objaśni wszystko, co zechcesz.
— Bardzo mi przyjemnie, bo mam o niejedno się zapytać.