Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/485

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   455   —

— Możesz to i mnie powiedzieć.
— Przedewszystkiem pragną wiedzieć, gdzie leży miejscowość Karanirwan-chan.
— Karanirwan-chan? Hm! Co cię do tego zmusza?
— Bo tych pięciu ludzi, których ścigamy, zamierza tam pojechać.
— Nie znam niestety miejscowości tej nazwy. Istnieje Karanorman-chan i leży koło Wejczy w Szar Dag
— Słyszałem o tem, ale nie tej miejscowości szukam. Karanirwan-chan to jest prawdopodobnie jeden dom, konak, którego właścicielem jest Pers.
— Tu mało Persów.
— Nie znasz żadnego?
— Owszem jednego znam.
— Jak się nazywa?
— Nie znam jego właściwego imienia. Nosi potężną czarną brodą i dlatego nazywaliśmy go zawsze Kara Adżemi — Czarny Pers.
— Ach! Może on właśnie jest tym, którego szukam. Musi mieć dużą czarną brodą, skoro się właśnie nazywa Kara Nirwan. Skąd pochodzi ten, którego znasz?
— Tego nie wiem dokładnie. Pochodzi zapewne z okolic Jaliczy, albo Lumy. Przypominam sobie, że opowiadał raz o niedźwiedziu, z którym się spotkał na górze Czalecz. Ta góra zaś leży obok wspomnianej miejscowości.
— Czy w Szar Daghu są niedźwiedzie?
— Bardzo rzadko. Dawniej było ich więcej, jak opowiada mój ojciec. Teraz raz na kilka lat zdarzy się, że się tam to zwierzą gdzieś zdaleka zapędzi.
— Czy nie wiadomo ci przynajmniej, czem jest ten Pers?
— Handlarzem koni i to znacznym. Zdaje się, że jest bogaty. Widywałem go często w towarzystwie przeszło dziesięciu parobków i ze stadem koni u naszego sąsiada konakdżego, do którego zwykle zajeżdża.