Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/421

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   393   —

Suef nie rzekł ani słowa. Nie mógł się ruszyć, gdyby jednak spojrzenia, które ku nam ciskał, były ostrzami noży, byłby nas nawskróś poprzebijał.
Murad Habulam oka nie oderwał od tej sceny. Czasem zdawało się, że chce przemówić, lecz się wstrzymywał. Gdy jednak Humun zamierzył się do pierwszego uderzenia, nie zdołał już dłużej milczeć i zawołał:
— Rzuć kij! Ja każę!
— Ani słowa! — krzyknąłem. — Chcę z wami postąpić łagodniej, niż wy ze mną; jeśli jednak jeszcze słowo powiesz bez mego pozwolenia, zabiorę cię do Uskub i oddam w ręce sędziego. Potrafimy udowodnić, że godziłeś na nasze życie, a jeśli sądzisz, że po naszym odjeździe wypuszczą cię sędziowie tego kraju, to zwracam ci uwagę, że w Uskub jest kilku balioslar[1] z Zachodu, którzy mają władzę wyjednania najcięższej kary dla ciebie. Jeżeli jesteś rozumny, to zamilknij!
Skurczył się. Znał władzę wspomnianych urzędników i bał się ich. To też od tej chwili nie powiedział już ani słowa.
Suef otrzymał swoich trzydzieści batów. Zacisnął usta i prócz zgrzytania zębami nie wydał głosu z siebie. Ujrzawszy pierwszą krwawą pręgę, przestał Humun widocznie myśleć o względach dla krawca. Walił tak silnie, że sambym go był powstrzymał. Są właśnie ludzie, którym dopiero na widok krwi przychodzi jej pragnienie. Dzicy ludzie upajają się tem podobno.
Zaraz za pierwszem uderzeniem zamknąłem oczy. Nie jest to bynajmniej przyjemnie być świadkiem takiej egzekucyi. Przyszedłem jednak do przekonania, że sprawiedliwość oraz wzgląd na nas i naszych bliźnich żąda od nas, byśmy tu nie rządzili się łaską, a przyszłość dowiodła, że Suef na tę karę więcej niż sowicie zasłużył.
Nie wydał on głosu ze siebie, ale po ostatniem uderzeniu zawołał:

— Raki, raki tabanlar ucerinde doky, czapuk, cza-

  1. Konsulowie.