Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/422

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   394   —

puk — raki, lejcie raki na podeszwy, prędko, prędko!
Teraz odważył się Habulam przemówić i kazał Ance przynieść raki. Przyniosła pełną flaszkę, a Humun włożył ją najpierw do ust obitemu. Suef pociągnął kilka haustów, poczem wylano mu ten ostry płyn na podeszwy. Wydał ze siebie tylko syk boleści. Ten człowiek miał chyba nerwy, jak druty stalowe. A może już przedtem tak często otrzymywał bastonadę, że natura jego już do tego przywykła.
Po odwiązaniu zaczołgał się do Habulama. Tam skurczył nogi i wcisnął głowę pomiędzy kolana, odwracając się od nas wzgardliwie plecami.
— Effendi, z tym już koniec — oznajmił Halef. — Na kogo teraz kolej?
— Na Humuna — odrzekłem krótko.
— Ile?
— Dwadzieścia.
— Od kogo?
— Ty wyznacz egzekutora!