Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/347

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   323   —

i skrócisz cierpienia nóg moich, jeśli tu na dłużej się zatrzymasz.
— Mnie byłoby także przyjemnie, gdybym długo mógł być w twem towarzystwie. Odbywałeś podobno dalekie podróże?
— Kto to powiedział?
— Krawiec.
Poznałem po jego twarzy, iż rzekomy Afrit skłamał. Mimoto odrzekł:
— Tak, nogi moje, kiedy były jeszcze zdrowe, stąpały po miastach i wsiach wielu krajów.
— A przedtem zastrzegłeś się, że nie wylazłbyś na górę, aby wschód słońca oglądać.
— Teraz, gdyż choruję na nogi — bronił się.
— Czemu owijasz nogi, a stopy same zostawiasz bose?
Spojrzałem przytem ostro na niego. Zakłopotał się. Czyżby w jakimś celu udawał podagrę?
— Bo nogi bolą mnie w kolanach, a nie w stopach — odpowiedział.
— Więc nie czujesz bolu w wielkim palcu?
— Nie.
— I nie jest spuchnięty?
— Nic mu nie brakuje.
— A jak w wieczór z gorączką?
— Nie miałem jeszcze nigdy.
Tem się zdradził, gdyż, jeśli tego nie było, to nie miał także podagry. Był zupełnie nieświadom objawów tej choroby. Wiedziałem już, co mam sądzić. Aby wspomnieć jeszcze o jego wrzekomej bibliotece, powiedziałem:
— W chorobie i samotności znajdujesz pewnie ulgę i rozrywkę w wielu książkach, znajdujących się w twem posiadaniu.
— Książki? — spytał zdumiony.
— Tak, jesteś wysoko uczony i posiadasz mnóstwo pism, których ci zazdrościć należy.
— Kto to powiedział?
— Także krawiec.