Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   210   —

z zawiasów. Pierwej jednak należało przekonać się, czy niema innego środka.
Przeszukaliśmy izdebkę dokładnie. Podłoga była z kamienia tak samo jak ściany trójkąta i mur tak dobrze zaprawą spojony, że niepodobna było wbić gwoździa. Blacha żelazna wzmocniona była prócz tego gwoździami o wielkich główkach. Nożem nie można tu było niczego dokazać. A w górę przez powałę? Omar wylazł na barki Oski i dosięgnął jej ręką. Trzeba było na razie wyrzec się i tej drogi.
Myśleliśmy, że najprędzej dadzą się wyważyć zawiasy i wszyscy trzej towarzysze zabrali się raźno do roboty. Zgrzytnęły noże w kamieniu, a z zewnątrz doleciał nas śmiech głośny.
Myśl ratunku nie była oczywiście zbyt ponętną. Gdyby się nam nawet udało wywalić drzwi, przyjętoby nas kulami, nim zdołalibyśmy sami wystrzelić.
Tak minęło prawie kilka godzin. Praca nie postępowała naprzód. Ponieważ nóż Oski połamał się, dałem mu mój doskonały sztylet amerykański.
Ja miałem siedzieć spokojnie bez zajęcia. Czas zaczął mi się dłużyć, polazłem ku drzwiom na kolanach i zbadałem, co wywiercono. Niestety ani pół cala! Chwyciłem i zacząłem sam wiercić, ale z tak lichym skutkiem, że już po kwadransie ustałem. Szkoda było sił marnować tak na nic. Na dobitek złamał się nóż Omara.
— Zostawmy to — rzekłem. — Musimy sił oszczędzać, bo ich nam jeszcze będzie potrzeba. Może nadejść gospodarz, jeżeli go to zastanowi, że nie wracamy zbyt długo. Powiedziałem mu, że rzeźnik jest członkiem bandy. Zaniepokoi się o nas i każe nas szukać. Wie, że wyszliśmy z rzeźnikiem.
— Ale nie wie, dokąd! — wtrącił Halef.
— Zapomniałem niestety objaśnić mu to dokładnie, ale mówiliśmy o tej chacie i będzie nas szukał z pewnością tu.
— Nie przypuszczam, bo zanadto się boi Aladżych. Skoro ich tu zobaczy, ucieknie.