Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   12   —

leży karać z powodu kawasa, gdyż nie on, lecz kto inny ponosi winą całego zdarzenia.
— Kto to, ten inny?
— Ty sam.
— Ja? Jakto?
— Gdy Ibareka okradziono, przyszedł ci o tem donieść. Co uczyniłeś, by spełnić swój obowiązek?
— Wszystko, co tylko mogłem.
— Tak? Co to było?
— Poleciłem Selimowi, żeby się namyślił, co dalej robić.
— A innym kawasom nie?
— To było zbyteczne. Niczegoby nie odkryli.
— W takim razie są twoi policyanci wielkimi głupcami, bo ty wiesz z góry, co im się nie powiedzie. Kradzieży tu dokonano, dlaczegóż więc powierzyłeś to Selimowi, który się tu od niedawna znajduje?
— Bo najmądrzejszy.
— Sądzą, że masz powód całkiem inny.
— Panie, jaki mógłbym mieć powód?
— Prawy urzędnik poruszy wszystko, aby odszukać takiego zbrodniarza. Ty to zamilczałeś, a temu jednemu, któremu to powiedziałeś, dałeś cały tydzień do namysłu nad sprawą. To tak wygląda, jak gdybyś sobie życzył, żeby złodzieje umknęli.
— Effendi, o co ty mnie posądzasz?.
— Moje zdanie stosuje się całkiem do twego zachowania. Nic nie było bardziej wskazanem, jak polecić szukać złodziei w Ostromdży.
— Wszakże odjechali do Dojran!
— Trzeba być uprzedzonym, aby czemuś podobnemu uwierzyć. Żaden złodziej się nie zdradzi, dokąd się udać zamierza. Tyle powinieneś wiedzieć jako stary prawnik. Co będzie, jeśli ja odkryję, że jesteś przyjacielem zbrodniarzy?
Zaczął okropnie kiwać głową ze strachu.
— Panie, ja nie wiem, co mam na to powiedzieć! — zawołał.