Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   11   —

Tego mu przecież było za wiele.
— Któż ty jesteś właściwie — huknął na mnie z gniewem — że rozkazujesz tu, jak gdybyś był naszym makredżem, albo biladem i kamze mollatari?!
— Patrz, oto moje papiery!
Podałem mu paszporty. Ujrzawszy teskereh, buyuruldi i ferman zmrużył z przestrachem małe kaprawe oczka i zawahał głową jak metronom.
— Panie, ty stoisz W cieniu wielkorządcy! — zawołał.
— Staraj się zatem, żeby i na ciebie padła część tego cienia!
— Spełnię twe żądanie.
Przystąpił do Ibareka i rozwiązał mu sznury.
— Czy jesteś zadowolony? — zapytał.
— Na razie. Żądam jednak czegoś więcej od ciebie. Twój kawas Selim zdał ci raport całkiem fałszywy. Spotkanie wyglądało zupełnie inaczej, niż on to przedstawił. Mibarek poddał mu z pewnością, jak ma mówić, aby nam jak najwięcej zaszkodzić.
— Nie przypuszczam.
— Ale ja jestem tego pewny, gdyż on to nakłonił także przewoźnika do stronniczego zeznania przeciwko mnie.
— Czy to prawda?
Pytanie to zwrócone było do przewoźnika, który wierzył już teraz, że Mibarek nie jest już dla niego groźny i opowiedział bez trwogi, jak on go do kłamstwa namawiał.
— Widzisz — rzekłem do baszy — że wcale nie godziłem na życie tego człowieka. Widziałem, że był szpiegiem starego i zabrałem go, aby zbadać tę sprawę. Oto wszystko. Jeżeli chcesz mnie za to ukarać, to gotów jestem rozpocząć moją obronę.
— Panie, o karze nie może być mowy. Nie popełniłeś żadnego błędu.
— W takim razie towarzysza mego także nie na-