Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   164   —

wszystko dostawał dziesięć piastrów dziennie! To było najzabawniejsze przy tem. Miał całymi dniami nosić opatrunki i na co?
— Jak długo będzie trwał ten eksperyment? — zapytałem.
— Dopóki model zdoła wytrzymać. Chciałbym wiedzieć, jaki skutek wywiera na członki ciała opatrunek gipsowy.
— Na zdrowe? Jedynym skutkiem będzie to, że długo nie wytrzyma. Co się stało z jego piersiami?
— Złamał pięć żeber, dwa z prawej, a trzy z lewej strony.
— A ramiona?
— Pogruchotane obojczyki.
— A co ze stawami w biodrach?
— Wyskoczyły mu obie kule. Ale brakuje jeszcze jednego, a mianowicie: dolna szczęka wykoleiła się z zawiasów i nastąpił skurcz mięśni szczękowych. Nie wiem, jak to gipsem opatrzyć i zrobię to wedle twoich wskazówek.
— O hekimie, tego nie bandażuje się nigdy.
— Nie? A to czemu?
— Gdy się szczękę sprowadzi do dawnego położenia, skurcz ustępuje zupełnie i nie potrzeba już gipsu.
— Dobrze! Skoro ci się tak podoba, przyjmiemy, że mu się usta znowu zamknęły.
— Bądź tak dobry i uwolnij mu żebra z bandaży! Nie może tchu złapać.
— Jak sobie życzysz. Postaram się u gospodarza o narzędzie.
Zdjęła mię ciekawość, co on przyniesie. Po jego powrocie byłem właśnie zajęty okładem na nogę i spojrzałem ku nim dopiero, usłyszawszy uderzenia młotka.
— Na miłość Boga, co czynisz? Co masz w ręku?
Nie widziałem tego, bo odwrócił się tyłem do mnie.
— Czekidż ile kalemkiarlyk — młot i dłuto — odpowiedział swobodnie.