Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

od twego skoku do wody. Chyba rozumiesz, jak bardzo mnie to ciekawi!
— Zaraz się dowiesz, bo, jak widzę, mam dość czasu, aby ci wszystko opowiedzieć.
— Czy nam ta hołota nie będzie przeszkadzała? — zapytał, wskazując na przemytników.
— Nie sądzę, bo, jak należy przypuszczać, dostęp do tego miejsca jest im wzbroniony.
— Dlaczego?
— Przez ostrożność, żeby nie mogli poznać podziemnego przejścia. Gdyby mieli prawo wstępu, nie leżeliby tam w dole, lecz byliby się wszyscy schronili do wnętrza, gdzie o wiele lepiej można się ukryć
— To prawda. Widzą, że są otoczeni, nie wolno im jednak niczego przedsięwziąć bez rozkazu sefira. Teraz czekają na jego powrót. Cóż za miny jednak zrobią, kiedy na jego miejscu my się ukażemy. Ubawimy się! Opowiedz-że mi swe przeżycia!
Usiedliśmy; opowiedziałem mu szczegółowo o wszystkiem, co zaszło. Oczywiście, nie spuszczaliśmy oczu ze sceny, jaka się przed nami rozgrywała, chociaż nie zdarzyło się nic, co mogłoby mi przeszkodzić w mojem sprawozdaniu Gdy skończyłem, Halef cicho się roześmiał i rzekł:
— Sihdi, czy masz nos?

96