Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Żałuję bardzo, ale będę zmuszony pozwolić ci zemdleć. Muszę wiedzieć, jak się zachowywał, aby móc należycie i odpowiednio potraktować go później.
— A więc stłumię narazie moje namiętne życzenie, aby ci zdać sprawę; nadmieniam ci jednakże, że za każdą minutę zwłoki dostanie pięć batów więcej!
— Więc prędko do rzeczy!
— Prędko? O, sihdi, jakże mało masz zrozumienia dla obowiązku świadczeń przyjacielskich! Przeciwnie, będę opowiadał jak najdłużej, bo im dłużej go będziesz okładał, tem bardziej wzrośnie jego uznanie dla mojej życzliwości i tem głębiej wyrażę uczucie tkliwości, jakie łączy nasze dwie dusze. A więc, co chcesz wiedzieć i co mam ci powiedzieć? Będę ci stawiał pytania, i w ten sposób twoja wzbudzona ciekawość przedłuży wspomnienia moich przeżyć.
— Kiedy wyskoczyłem z czółna, nie miałeś zamiaru pójść za moim przykładem?
— Tak, miałem to na myśli i mógłbym to bez przeszkody wykonać, bowiem dwaj nasi przyjaciele z łódki nie zwracali na mnie uwagi, mając dużo roboty z doprowadzeniem swego statku do równowagi. Ale już w następnej chwili zmiarkowałem, jak powinienem się właściwie zachować Gdybym ze związanemi rękoma i nogami skoczył za tobą, byłbyś zmuszony, ze względu na moją bezradność, zająć się mną,

72