Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Czy możecie poprzeć to wszystko przysięgą?
— Tak.
— W tem sprawozdaniu jest parę niejasnych punktów. Będziesz musiał odpowiedzieć mi na parę pytań. Powiadasz, że zaprzyjaźniliście się z def’em, jakże to możliwe, że nie znacie jego imienia? Kiedy się zawiera przyjaźń, chce się przecież wiedzieć, jak się przyjaciel nazywa!
— Pielgrzymi-szyici nie mają tego zwyczaju. Jesteś sunnitą i nie możesz o tem wiedzieć.
— Dobrze; to ci się udało! Dalej! Padło tyle strzałów, a nikt nie był ugodzony. Wszyscy byli nie zastrzeleni, lecz przebici. Czy to nie dziwne?
— Nie. Nikt dokładnie nie celował!
— I dwunastu członków karawany dało się spokojnie zarżnąć?
— Strach ich ogarnął.
— Def słyszał strzały, znaczy to, że nie oddalił się zbytnio. Powróciliście razem z nim, powinno więc było trwać bardzo krótko, najwyżej parę minut!
— Nie więcej.
— A jednak ognisko już się paliło? Już się załatwiono z podziałem łupu? Musisz przyznać, że twoja opowieść jest miejscami bardzo dziwna!

18