Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/102

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    budzą do czynów! Z twoją pomocą i dobrą, zawsze trafną radą wpadnę może na właściwą myśl ujęcia przemytników w sposób jak najmniej niebezpieczny.
    — Co jednak poczniesz, jeżeli zechcą się bronić?
    — Bronić? Jaką bronią mogą się posługiwać?
    — Mają wszakże noże, a u niektórych widzę pistolety!
    — Noże mogą im się przydać tylko w ręcznem starciu; do tego wszakże postaramy się nie dopuścić. A zdaleka kule ich starych furuhd[1] nic nam zrobić nie mogą. Karabinów nie mają, co najwyżej mają je gdzieś ukryte. Właśnie się rozejrzę, czy przypadkiem nie gdzieś wpobliżu.
    Ległem na ziemię i wpełzłem między ruiny. Nie omyliłem się. Broń była oparta o mur na lewo od wejścia Na prawo leżała kupa częściowo rozrzuconych, częściowo spojonych brył ceglanych, zcementowanych ziemnem wapnem. Większość tych brył po stronie zewnętrznej była opatrzona klinowemi napisami i nietrudno było odgadnąć, że te cegły składały się na bramę, z której wylazłem.

    Górna część mego ciała znajdowała się nazewnątrz, czego jednakie nikt nie dostrzegał. Chciałem się właśnie cofnąć, gdy jeden z przeników odwrócił głowę i spojrzał w górę; zo-

    1. Liczba mnoga od fard — pistolet.
    100