Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Taki już jesteś. Nie znosisz zarzutów, a jednak zarzut jest rodzonym wujkiem i pradziadkiem doskonałości. Jeżeli stanę teraz na czele tego przedsięwzięcia, przypadnie mi w udziale cała chwała i cześć, a tobie dla swych książek, nie pozostanie nic, prócz może uwagi, że byłaś przy tem obecny. Tego nie chcę. Życzę sobie, jako twój obrońca, aby uznano twą wartość i poważano, jako mego towarzysza; to zaś mogę osiągnąć, nie dają ci żadnych rozkazów i pozwalając ci działać według własnej woli. A więc zechciej postanowić, jak postąpić; wszystko wykona się sprawnie, bo jestem wiernie przy twoim boku, a wiesz, że możesz na mnie polegać.
— Dziękuję ci, mój kochany, nieskończenie wyrozumiały i wspaniałomyślny przyjacielu! Mój słuch jest zachwycony twojemi słowami, a serce uszczęśliwione twojąc dobrocią, twoją słodką pobłażliwością. Skoro pozwalasz, wytężę mój ograniczony umysł, aby wynaleźć sposób i drogę wyjścia.
— Nie, sihdi, ograniczony nie jesteś! — przerwał mi gorąco. — Tego nie powiedziałem i powiedzieć nie chciałem! Twój umysł nie dorównywuje mojemu. Nie może więc być mowy o ograniczoności. Zdobądź się tylko na wiarę w samego siebie, a trafisz na właściwą drogę! Ja, twój wierny Halef, jestem przy Tobie!
— Boże! Twoja obecność krzepi mnie i po-

99