Strona:Karol May - Old Surehand 03.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Serce Niedźwiedzie i wódz Mizteków, Czoło Bawole, byliby wszyscy biali musieli teraz gryźć ziemię.
— Znacie tę historyę? — zapytano dokoła.
— Niedokładnie. Czynny był tam wtedy także słynny biały myśliwiec, zwany, jeśli się nie mylę, Grot Piorunowy.
— I rolę łotra odegrał hrabia? Prawdziwy hrabia?
— Prawdziwy hrabia, którego ojciec należał do najdostojniejszych i najbogatszych ludzi w kraju.
— Jak się ten drab nazywał?
— Hrabia Roderig,.. Rod... Rod... zapomniałem nazwiska i nie mogę sobie przypomnieć.
Wtem padły z dalszego stołu słowa:
— Hrabia Rodriganda. Czy jego macie na myśli?
— Właśnie jego! Znacie zatem to nazwisko?
— Bardzo dobrze.
— A słyszeliście o tym wypadku?
— Nietylko słyszałem, lecz nawet znam hrabiego i wszystkie osoby, które w tym wypadku udział wzięły. Znam także hacyendę, o której mówiliście, i całą okolicę, gdyż tam mieszkam i jestem prawnym zastępcą sennora Arbelleza, na którego wymierzony był ów napad.
— Co? jego prawnym zastępcą! W takim razie musicie znać te ciekawe dzieje?
— Znam je tak, jak gdybym je sam przeżył.
— Dlaczego jednak opuściliście tamte strony przeprawiliście się przez rzekę?
— W interesach, sir. Jestem tu w Stanach z powodu pewnego procesu.
— Tak? Gdyby adwokaci nie trzymali się głupiego zwyczaju żądania zapłaty za każde swoje słowo, to przedłożyłbym wam pewną prośbę.
— Hm! Widocznie nie macie o nas zbyt dobrego wyobrażenia!
— Tak źle nie myślę. Chciałem tylko podkreślić, że ci panowie wiedzą, co znaczy dolar.
— Ja także wiem o tem, ale bywają u mnie