Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak żaden inny. On jest najuczciwszą bladą twarzą, ale jeśli go się chce wywieść w pole, wtedy staje się najchytrzejszym z lisów, a język jego podobnym do świtu, po którym może nastąpić światło słoneczne, lecz także i niepogoda. On nie kłamie, to prawda, i co obieca, tego dotrzyma, ale tylko tak, jak sam myśli, nie tak, jakby się tego sobie życzyło. Słowa, jakie on powie do nieprzyjaciela, są jako ziarnka prochu, które należy dobrze odważyć, zanim się je wsypie do lufy.
— Więc Wupa Umugi sądzi, że można jeszcze inaczej rozumieć przyrzeczenie, dane wojownikom, że ich śledzić nie będzie?
— Nie, on nie chciał śledzić i nie będzie, ale nie byłby dał tego przyrzeczenia, gdyby nie wiedział o innej drodze dowiedzenia się o tem.
— Niema innej.
— Tak myśli mój starszy brat, ale nie ja, chociaż sam o niej nie wiem. Jak często opowiadano o tem, że Old Shatterhand wie wszystko, o czem chce wiedzieć. Czy jest w przymierzu z dobrym, czy ze złym Manitou[1], który mu mówi o wszystkiem — nie wiem, lecz jestem pewien, że wie, iż obozujemy nad Saskuan-Kui.
To być nie może, gdyż nikt mu tego nie powiedział. A gdyby to nawet wiedział, to w tem jeszcze nie powód, żeby miał tutaj przybyć.
— Zechce pojmanego uwolnić.
— Czy on go zna?
— Nie wiem tego.
— A jeśli go zna, to czy go kocha tak bardzo, żeby narażał życie na niebezpieczeństwo?
— On ujmuje się za każdą bladą twarzą.
— Czy nawet wtedy, kiedy może tylko jedenastu ludzi przeciwstawić stu pięćdziesięciu wojownikom?

— On nie liczy nieprzyjaciół i nie potrzebuje ich liczyć, gdyż ma zaczarowaną strzelbę, z której może

  1. Bóg.