Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W kątaeh ust jego zadrgał chytry uśmieszek, lecz udał, że mi wierzy, i pytał dalej.
— Skąd przybywają? Gdzie byli?
— Nie wiem tego.
— Wiesz, bo musiałeś wszak mówić z nimi!
— Prosiłem ich o pozwolenie zakwaterowania się tutaj, poza tem nic nie mówiłem. Uważam zresztą za brak uprzejmości wypytywanie nieznajomych, zaraz po spotkaniu się z nimi, o najrozmaitsze drobnostki.
— W pustyni i na stepie ciekawość jest bardzo ważną rzeczą, i dlatego proszę cię o pozwolenie zapytania się, która miejscowość jest twoim celem podróży?
— Zdążam do Kamlinu nad Błękitnym Nilem.
— To prawdopodobnie przeprawisz się pod El Salayah przez Biały Nil?
— Tak.
— A dokąd zdążają żołnierze?
— Nie wiem! Powiedziałem ci już, że nie pytałem ich o nic.
Zwrócił się nagle do przewodnika, siedziącego obok mnie, i zapytał:
— A kim ty jesteś? W każdym razie Ben Arab?
Sądziłem, że zapytany, słysząc to, co mówiłem, nabierze nieufności i nie będzie go in-

94