Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


formował; tym czasem przewodnik, wbrew moim oczekiwaniom, odpowiedział
— Jestem Ben Arab; należę do Beni Fessarah.
— Przybywasz z ojczyzny?
— Tak.
— A gdzie pasą się wasze trzody?
— Między Bir es Serir a Diebel Modjaf.
— Słyszałem o Beni Fessarach; to waleczni mężowie, a szczęście mieszka w ich namiotach.
Chciał wybadać przewodnika. Ponieważ człowiek ten był tak nieostrożny, że wymienił szczep, do którego należał, były mi już obojętnie dalsze jego odpowiedzi. Rozciągnąłem się więc na trawie jak długi, oparłem łokieć na ziemi i przybrałem zupełnie obojętną minę; w istocie jednak, przypatrywałem się każdej minie wrzekomego dżelabiego. Na ostatnią uwagę odrzekł przewodnik:
— Tak, szczęście u nas mieszkało, lecz potem nas opuściło.
— Niech je Allah powróci! Co się stało?
— Ibn Asl porwał nasze kobiety i córki.
— Nie wiem o tem ani słowa!
— Ale imię tego rozbójnika słyszałeś już pewnie nieraz?
— Pewnie! Czyny jego są takie, że musi się o nim słyszeć. Więc on na was napadł? To trudno sobie uprzytomnić, bo przecież jesteś-

95